Uf, udało mi się w końcu ogarnąć zdjęcia i jeszcze dzisiaj dodać post. Już myślałam że mi się nie uda.
Dzisiaj przychodzę do was z pazurkami wykonanymi w sposób całkiem banalny- czyli stempelki. Ładne, proste i efektowne.
So! Finally I'm finished with the pictures so I managed to add a post today. I have to admit I was afraid I wouldn't make it. Today I'm presenting the nails done in a quite banal way - with a stamps. Preety, simple and attractive
So! Finally I'm finished with the pictures so I managed to add a post today. I have to admit I was afraid I wouldn't make it. Today I'm presenting the nails done in a quite banal way - with a stamps. Preety, simple and attractive
Trochę mi zajęło stworzenie tego tutorialu, bo w końcu obiecałam go ponad dwa tygodnie temu (KLIK), ale jest- tutorial z różami
Od dawna nosiłam się z zamiarem stworzenia ombre na paznokciach- najpierw miało byc fioletowe, ale z racji tego że moje fiolety są albo ciemne, albo jasne nie dało się z tego zrobić ładnego ombre, a bawić w rozjaśnianie mi się nie chciało. W moich zbiorach za to znalazłam idealnie dobrane miętowo-błękitne lakiery, które na paznokciach stworzyły całkiem ładne przejście.
For a long time I've been meaning to create an ombre nails - at first I thought of a violet, but as long as my violets are either too dark or too bright it's impossible to create a nice ombre and making it brighten was something i didn't have time for. Eventually, in my collection I found perfectly matched mint-azure lacquers, which came out as a preety nice transition.
Nie wiem jak wy, ale ja jestem wielką miłośniczką motywów indiańskich- a w nich główną rolę pełnią piórka. Łapacz snów już kiedyś był, jakoś bałam się malować na paznokciach piórka. Wczoraj się przemogłam i zmalowałam coś na wzór indiańskiego naszyjnika z piórami.
I don't know how about you, but I'm a big fan of an Ameerican Indian designs and the feathers that goes along with them. I've already done a dreamcatcher, but still I was afraid of creating feather themes on my nail-designs. Yesterday I've brought myself to do it and invented kind of feather necklace.
I don't know how about you, but I'm a big fan of an Ameerican Indian designs and the feathers that goes along with them. I've already done a dreamcatcher, but still I was afraid of creating feather themes on my nail-designs. Yesterday I've brought myself to do it and invented kind of feather necklace.
Ostatnio będąc w Rossmannie trafiłam na nowości od wibo z serii Trend Edition- Big City, Wedding Time i Folk Fashion. Skusiłam się na dwie buteleczki, a widzicie poniżej.
I found a new series of WIBO Trend Edition-Big City, 'Wedding Time' and 'Folk Fashion' in Rossman. I bought two bottles (you can see below).
I found a new series of WIBO Trend Edition-Big City, 'Wedding Time' and 'Folk Fashion' in Rossman. I bought two bottles (you can see below).
Ostatnio kwiaty są jednym z najczęściej eksploatowanych motywów na moich paznokciach. Myślę że jest to wina pory roku- w końcu wiosna najbardziej kojarzy się z kwiatami.
Lakier który dzisiaj gra główną rolę skojarzył mi się właśnie z kwiatami i od razu wiedziałam jak go wykorzystam.
Recently the pattern that I use the most on my nails are flowers. I suppose it is so because of the season that we are having now - spring is directly connected to flowers. From the very beginning I've associated the nail polish that is on a stage today with flowers and I knew exactly how to use it.
Golden Rose Rich Color nr 18- to ostatni okaz jaki dostałam w paczce, o której pisałam TU. Nie ukrywam ze zostawiłam ten kolor na końcu gdyż nie do końca byłam do niego przekonana- i nadal nie jestem. Całkowicie do mnie nie pasuje i chyba będę musiała się z nim rozstać, bo po co ma leżeć i się kurzyć. Ale o tym za chwilę.
Nie ma to jak wrócić do rodzinnego gniazdka po sporej nieobecności.
Nie ukrywam że bardzo lubię wracać do domu- moja mama ma niesamowite wyczucie estetyki i stworzyła bardzo ładne mieszkanie. Może kiedyś pokarzę wam kilka wnętrzarskich zdjęć, ale na razie wolę skupić się na moich paznokciach. Dzięki lustrzance taty, którą szybko podwędziłam do stworzenia kilku fotek dzisiejszego mani mam nadzieję że ten post ciut zyska na jakości. Niestety brak dobrego światła lekko pokrzyżował mi plany i za oświetlenie służyły mi lampki z dosyć słabymi żarówkami, które dawały ciepłe, lekko żółtawe światło. (swoją drogą mój tato był na tyle miły że pożycza mi swój aparat na czas nieokreślony ^^ czyli lepsze foty na blogu gwarantowane)
Dzisiaj postanowiłam stworzyć pazurki dopasowane do mojego stroju- czyli jako że mam na sobie szary sweter ze srebrną nitką i leginsy w azteckie wzory coś podobnego powinno znaleźć się i na paznokciach- tak powstała kolejna wersja azteckich paznokci, kolejna bo już kilka takich zdobień wam pokazywałam.
A i kolejnym powodem dla którego lubię wracać do domu są moje zwierzęta- kotka Grażynka, Goldenka Aidi i koszatniczka bez imienna. Kotka właśnie gramoli mi się na kolana utrudniając tworzenie posta.
Często tak mam że dostaję/kupuję nowe lakiery, pokazuje je wam, a potem całkowicie zapominam pokazać je w akcji. Tym razem postawiłam sobie za cel pokazanie wam wszystkich lakierów z przedostatniego posta w akcji. Dwa lakiery już były, teraz pora na kolejny- Golden Rose nr 17.
Jest to żywy, intensywny koral z czerwonymi tonami o kremowym wykończeniu. Krycie ma całkiem niezłe- jedna grubsza warstwa powinna niektórych zadowolić, ja jednak postawiłam na dwie cieńsze. Nakładało się go całkiem nieźle, ale mam wrażenie że mój okaz miał jakiś felerny, twardy pędzelek, który lekko smużył w niektórych miejscach. Schnie nieźle, tak jak fioletowy kolega.
By nie było zbyt nudno na paznokciach postawiłam bazowy kolor przyozdobić- nie wiem czemu jedyne co mi do tego koloru pasowało to kwiatki... noo i zmalowałam, różyczki, na białych tłach. Wyszło znowu słodko, ale mi się podoba. Wzór podejrzałam TU.
Do zdobienia użyłam Golden Rose nr 17 + biały miss sporty, zielony wibo so matte nr 04 + Top matujący essence
Podoba się wam? Bo dla mnie chyba znowu wyszło zbyt cukierkowo :) Chociaż kolor bazowy fajny i będzie idealny na lato.
Ci co zaglądają na mój profil na FB wiedzą że zapowiadałam dzisiaj post na różowo :)
Ostatnio dostałam od mojego Pana T lakier Golden Rose z kolekcji Jolly Jewels nr 104.
Od początku jak go zobaczyłam na sklepowej półce wiedziałam jakie mani chce z nim wykonać i od razu gdy wpadł w moje łapki je stworzyłam.
Połączyłam go z lakierem wibo Vintage Garden nr 3- gdyby nie delikatny błękitny shimmer jaki posiada wibo był by idealnie dopasowany do GR. Na szczęście po pomalowaniu paznokci shimmer prawie całkowicie znika i nie gryzł się z brokatowym kolegą.
Jeśli mam coś napisać o moim nowym koledze to na pewno to że jest cudowny. W buteleczce nie zachwyca tak jak na paznokciach gdzie niesamowicie iskrzy w promieniach słońca. Kryje po dwóch warstwach i pokrywa płytkę miliardem większych i mniejszych brokatowych elementów w tym samym różowym odcieniu. Niestety jak dla mnie fatalnie się go zmywa i bez bazy essence peel off nie da rady, ale to normalne przy gitterach. Ogólnie bardzo polubiłam lakiery z tej serii i myślę że jeszcze jakiś okaz wpadnie w moje łapki :)
A teraz zapraszam do oglądania (pasek na małym palcu jest próbą zmiany koncepcji co do zdobienia)
Do zdobienia użyłam:
wibo Vintage Garden nr 3 + Golden Rose Jolly Jewels nr 104 + Poshe + essence pell off
Dołączyłam do:
Przybywam do was jako pani licencjonowana po raz drugi :) nadal się cieszę jak głupia że w końcu mam to za sobą. No ale nie o tym.
Tym razem chciałam wam pokazać moje 4 nowości- 3, które doszły do mnie w paczce od tajemniczego nadawcy (albo jestem ślepa i przeoczyłam jakąś karteczkę z nadawca)- jednak mam podejrzenia że paczuszka została nadana przez Odette Swan, gdyż niedawno wygrałam u niej w konkursie:) W paczuszce znalazły się 3 lakiery Golden Rose Rich Color o nr 17,18 i 26.
Nie ukrywam że lakiery sprawiły mi wyjątkową radość- zwłaszcza fiolet- od dawna czaiłam się na dokładnie ten egzemplarz! Od razu pomalowałam nim pazurki (pasowały do mojej "galowej" kreacji na obronę- widać ja w tle zdjęć), a by nie było zbyt zwyczajnie na serdecznym dodałam gitter Jolly Jewels nr 112.
Lakiery z tej serii są wyjątkowo udane. Bardzo dobrze się nimi maluje dzięki szerokim pędzelkom, które ja osobiście uwielbiam (wiem że dla dziewczyn o wąskich płytkach nie są zbyt dobre), Niestety mimo zapewnień nie są one na jeden ruch- nie ma szansy by za jednym pociągnięciem idealnie pokryć płytkę.
Krycie moim zdaniem mają przeciętne- na upartego, przy jednej grubszej warstwie będzie ok, ja jednak wolę dwie cienkie.
| tu kolor jest najbliższy temu co naprawdę mam na paznokciach |
Czas schnięcia całkiem niezły- wyjątkowo nie pokryłam dzisiaj lakieru topem by sprawdzić czy szybko wysycha i o dziwo nie było tak źle.
A na koniec jeszcze chcę się pochwalić moją ostatnią nowością czyli prezent od mojego Pana T za zaliczenie licencjatu czyli Jolly Jewels nr 104 :)




