Ostatnio bardzo was zaniedbuję- musicie mi to wybaczyć. Jesienna pora nie sprzyja robieniu zdjęć, do tego bardzo pochłonęła mnie książka (czytam właśnie trylogię Milenium- wpadłam i nie mogę przestać!), a i praca nie ułatwia mi częstszego zaglądania do was.
Dzisiaj jednak mam dzień wolny i zamierzam poświęcić go dwóm rzeczą- blogowaniu (pisaniu posta, obrabianiu zdjęć i komentowaniu waszych blogów) jak i sprzątaniu mojego mieszkania, które nadal jest w trakcie remontu (ah kiedy się to skończy?!)
To co dzisiaj dla was mam jest mało lakierowe- chcę wam pokazać pewien mały Box od Paese
Jestem osobą łatwo popadająca w uzależnienia... do mojej listy uzależnień można zaliczyć lakiery, internet (takie serwisy jak pudele, filmweb, blogger czy facebook oglądam codziennie rano gdy tylko wstanę i uruchomię laptopa, a więc by wyrobić się do pracy muszę wstać jakąś 1h niż powinnam by to wszystko przejrzeć ), chipsy, seriale noo i pomadki. Jestem prawdziwą pomadkocholiczką. I nie chodzi tutaj o pomadki koloryzujące tylko o te mające na celu nawilżać. Jak wyjdę z domu i na mieście uświadomię sobie to że nie mam żadnej z moich pomadek przy sobie zaczynam wpadać w panikę i od razu czuję suchość na ustach.... a gdy tylko na horyzoncie pojawi się jakiś sklep drogeryjny od razu ruszam by kupić jakąś wazelinę... ogólnie jest to okropny nałów, a winię za niego ponosi według mnie firma Nivea, bo to od niej miałam moje pierwsze balsamy na usta, których zbyt często używałam, a co za tym idzie moje usta zbyt mocno się do nich przyzwyczaiły i teraz bez warstwy mazideł długo nie wytrzymują.
A więc zawsze w mojej torebce znajdują się co najmniej dwie pomadki- jedna ta właściwa której regularnie używam, plus jedna zapasowa jak bym zapomniała tej właściwej :) nieraz jeszcze znajdzie się tam jakiś błyszczyk, który ma ratować mnie w sytuacji gdy zapomnę i tej właściwej pomadki jak i zapasowej. A że mam sporo torebek i nieraz zapominam w ogóle wyjmować pochowane w niej skarby takowych zapasów pomadkowych mam sporo.
Dodatkowo w moim domu przy łóżku i laptopie zawsze leżą takie "rezerwy" bym nie musiała długo ich szukać ^^ taki to okropny nałóg.
Ale by was nie przerazić moje pomadkowo-balsamowe zbiory nie są duże. w ich skład wchodzi 10 sztuk- 5 mazideł nawilżających, 2 błyszczyki bezbarwne lub z lekkim połyskiem i 3 kolorówki, które fajnie nawilżają.
Moim ulubieńcem od kwietnia była błyszczyk od Avonu z serii color trend, ale ostatnie zbyt częste przebywanie w pomieszczeniu klimatyzowanym zmusiły mnie do zakupu czegoś mocniej nawilżającego i padło na carmex w tubce o zapachu truskawki.
A oto jak prezentuję się moja kolekcja mazideł:
dwie pomadki Niwea- clasik i fruty shinr
Carmex truskawkowy, Avon Color Trend
essence Glossy lipbalm i Kiss care love (ta fioletowa bez napisów)
Bell Air Flow i Glam&Sexy
H&m My lovely Lipbalm i babeczka
| Zestaw podstawowy |
| zestaw zapasowy |
Czy wy też jesteście uzależnione od mazideł na ustach i tak jak ja panikujecie jak nie macie czegoś takiego przy sobie? Czy tylko ja jestem taka dziwna?
PS. wybaczcie za takie nieobrobione zdjęcia ale coś mi PS zaczął szwankować;/
Jako że mam naprawdę sporo nowości dzisiaj dodaję jeszcze jedną notkę.
Będąc w Holandii cierpiałam katusze czytając posty dziewczyn z zakupami biedronkowymi gdzie można było dostać za dobre pieniądze kosmetyki Bella. Jako że mam z tej firmy kilka rzeczy nie pogardziła bym zakupem błyszczyka czy to lakieru. Byłam pewna że ja się na nic nie załapię po powrocie do Polski... a tu zdziwienie! Nie dosyć że wszystko było to jeszcze przecenione! I takim oto sposobem stałam się właścicielką przecudownego błyszczyku i podkładu matującego- za błyszczyk i podkład dałam ok 10zł.
Będąc w Holandii cierpiałam katusze czytając posty dziewczyn z zakupami biedronkowymi gdzie można było dostać za dobre pieniądze kosmetyki Bella. Jako że mam z tej firmy kilka rzeczy nie pogardziła bym zakupem błyszczyka czy to lakieru. Byłam pewna że ja się na nic nie załapię po powrocie do Polski... a tu zdziwienie! Nie dosyć że wszystko było to jeszcze przecenione! I takim oto sposobem stałam się właścicielką przecudownego błyszczyku i podkładu matującego- za błyszczyk i podkład dałam ok 10zł.
Błyszczyk pachnie cudownie. Niestety jeszcze nie wiem jak się sprawdzi podkład- nie powiem bym spodziewała się cudów, kupiłam go bo mój stary podkład jest na wykończeniu, a ten był na tyle tani że chętnie go wypróbuje :)
Kolejną nowością są lakiery H&M, które kupiłam w czerwcu na allegro totalnie przez przypadek.
Znalazłam jakąś aukcję z lakierami H&M z 6 neonowymi odcieniami- była to licytacja i stała na 35zł- stwierdziłam że co mi szkodzi zalicytować- wiedziałam że te lakiery stoją za 15zł więc całkiem się opłacało.
Potem okazało się że byłam jedyną osobą co zalicytowała tą aukcję no i wygrałam.
Zapłaciłam i czekałam na przesyłkę... czekałam i czekałam... i czekałam... okazało się że były jakieś problemy z tym sprzedawcą i czekałam aż do sierpnia!
No ale opłaciło się bo dostałam aż 8 lakierów!
Wyliczyłam że całość tego zestawy wyniosła by mnie w sklepie 120zł! A tu zapłaciłam wraz z przesyłką 40zł.
No... i postanowiłam że robię detoks od lakierowych zakupów (nawet nie kupiłam lakierów w biedronce chociaż kilka kolorów mnie kusiło)
Pogoda ewidentnie nas nie rozpieszcza- dzisiaj ciągle pada.
W taką pogodę nic totalnie się nie chce- a miałam ambitny plan wysprzątać mieszkanie. Trudno- będę mieszkać w syfie ^^
Za to mam wenę pokazać wam moje nowe DIY, o którym pisałam jakiś czas temu- czyli o wybielonych spodniach.
Moje dżinsy leżały w szafie chyba ponad rok- nie wiedziałam co z nimi zrobić po tym jak mi pękły w kroku- zal było wyrzucać, ale też wiedziałam ze nie ma dla nich ratunku. Postanowiłam więc zrobić na nich eksperyment- wybielić je do jasnego błękitu... trochę mi nie wyszło... nie powiem, oczekiwałam innego efektu, ale właściwie jestem zadowolona :) Wyszedł delikatny gradient z efektem "chmur"
| Spodnie przed wybielaniem No i efekt końcowy: |
Co o tym myślicie? Chyba nie wyszło najgorzej.
\
No i jeszcze chciała bym się pochwalić moimi zakupami z Natury- wszystko poza płytką z przeceny. Lakier i cienie jedyne 3.99 - dziewczyny śpieszcie się puki są takie ceny, myślę że cena zachęca do zakupów.
Powiedzcie mi co się dzisiaj stało z pogodą? Mam nadzieję że to chwilowe i te ciemne chmury z za okna zaraz przejdą i będzie tak samo ładnie jak wczoraj.
A jeśli mowa o wczoraj to chciała bym wam zaprezentować kilka rzeczy jakie wczoraj sobie sprawiłam wędrując po sklepach :)
Zakupiłam wczoraj żel pod prysznic i maskę do włosów ale to najmniej ciekawe z tych zakupów.
Najciekawszy według mnie jest naszyjnik z piórkami kupiony w housie za 9zł i 5 pierścionków kupionych w C&A za 5zł (wszystkie kosztowały 5 zł) Może nie są powalające ale mi się podobają- zwłaszcza plecionka widoczna na zdjęciu poniżej.
Tu chciałam pokazać naszyjnik na sobie- ale chyba niewiele widać.
A na koniec... mój wczorajszy outfit. W końcu doprosiłam się by T zrobił mi kilka zdjęć... niestety żadne z nich nie wyszło dobrze i w końcu pokazuję zdjęcie jakie zrobiłam samowyzwalaczem.
Sukienka- Bereshka
Sandałki- Genetik
Biżu- H&M i Libellule
Zegarek- Allegro
Okulary- Rossman
Wczoraj w końcu wróciłam do Koszalina po ponad tygodniowym pobycie u rodziców w Słupsku.
Jako że mój kochany T od razu musiał iść do pracy postanowiłam wraz z nim pojechać do tutejszego centrum handlowego (tak się złożyło ze T tam pracuje) z zamiarem odwiedzenia znajomych z dawnej pracy i od razu sprawdzenie czy w lokalnej naturze jest już dostępna nowa limitowana seria od essence.
Nie uwierzycie ale z całej limitki został tylko jeden lakier- żółty i topy... no i testery pomadek i cieni... ehh... no ale natura postanowiła wyprzedać wszystkie produkty jakie zostały już wycofane ze sprzedaży więc udało mi się wyhaczyć mazaki do zdobień paznokci, na które od jakiegoś czasu chorowałam i zachwalany przez wszystkich eyeliner w żelu o kolorze zielonym.
Następnie w drodze do domu zahaczyłam o rossmana by sprawdzić czy i tam już są dostępne kosmetyki essence- no i są... ale też właściwie nic z nich nie zostało za to kupiłam szary lakier od wibo.
Na poniższym zdjęciu jest jeszcze pomarańczowe cudo nieznanej mi wcześniej firmy Softer o nr 13. Powiem szczerze ze kolor pomarańczowy był poszukiwany prze zemnie od dłuższego czasu i jedyne co udawało mi się dostać to kolory bardziej czerwone niż pomarańczowe- za to ten jest idealny.
Bez lampy
Niestety co do samego lakieru to mam małe zastrzeżenie- a mianowicie jego długi czas schnięcia. Naprawdę strasznie długo schnie, a potem jeszcze dłużej twardnieje... i top przyśpieszający wysychanie niewiele daje.
Kryje przy dwóch warstwach, ale myślę że co niektórzy i 3 by położyli bo widać malusieńkie prześwity (ja nie chciałam ryzykować z obawy na jeszcze dłuższe schnięcie). Sam lakier dobrze się rozprowadza na płytce, nie ciągnie się i nie rozlewa na skórki ma ładne kremowe wykonczenie. Ma zwyczajny pędzelek dobrze trzymający się w ręce. Co do trwałości to zapewne nie będzie dane mi sprawdzić patrząc na ostatnie tempo zmieniania kolorów na pazurkach.
Jako że mój kochany T od razu musiał iść do pracy postanowiłam wraz z nim pojechać do tutejszego centrum handlowego (tak się złożyło ze T tam pracuje) z zamiarem odwiedzenia znajomych z dawnej pracy i od razu sprawdzenie czy w lokalnej naturze jest już dostępna nowa limitowana seria od essence.
Nie uwierzycie ale z całej limitki został tylko jeden lakier- żółty i topy... no i testery pomadek i cieni... ehh... no ale natura postanowiła wyprzedać wszystkie produkty jakie zostały już wycofane ze sprzedaży więc udało mi się wyhaczyć mazaki do zdobień paznokci, na które od jakiegoś czasu chorowałam i zachwalany przez wszystkich eyeliner w żelu o kolorze zielonym.
Następnie w drodze do domu zahaczyłam o rossmana by sprawdzić czy i tam już są dostępne kosmetyki essence- no i są... ale też właściwie nic z nich nie zostało za to kupiłam szary lakier od wibo.
Na poniższym zdjęciu jest jeszcze pomarańczowe cudo nieznanej mi wcześniej firmy Softer o nr 13. Powiem szczerze ze kolor pomarańczowy był poszukiwany prze zemnie od dłuższego czasu i jedyne co udawało mi się dostać to kolory bardziej czerwone niż pomarańczowe- za to ten jest idealny.
| na zdjęciu brakuje eyeliner gdyż o nim zapomniałam w chwili robienia zdjęcia. |
Dwie warstwy plus top coat
Z lampąBez lampy
Niestety co do samego lakieru to mam małe zastrzeżenie- a mianowicie jego długi czas schnięcia. Naprawdę strasznie długo schnie, a potem jeszcze dłużej twardnieje... i top przyśpieszający wysychanie niewiele daje.
Kryje przy dwóch warstwach, ale myślę że co niektórzy i 3 by położyli bo widać malusieńkie prześwity (ja nie chciałam ryzykować z obawy na jeszcze dłuższe schnięcie). Sam lakier dobrze się rozprowadza na płytce, nie ciągnie się i nie rozlewa na skórki ma ładne kremowe wykonczenie. Ma zwyczajny pędzelek dobrze trzymający się w ręce. Co do trwałości to zapewne nie będzie dane mi sprawdzić patrząc na ostatnie tempo zmieniania kolorów na pazurkach.
Wczoraj pogoda nas rozpieściła, było naprawdę gorąco- aż się chciało jechać nad morze. Niestety... trzeba było siedzieć na uczelni gdzie było jeszcze goręcej i duszniej niż na dworze. A po co? By się łudzić że promotor nas skonsultuję. Niestety po bitych 3h wraz z T stwierdziliśmy że albo przyjdziemy później, albo dzisiaj pojedziemy do niego do domu. Ah co za plan, szkoda że nie wypalił z powodu roztrzepania naszego promotora, który... zgubił telefon... więc nic nie zostało skonsultowane.
No ale nie jest tak źle- dzisiaj otrzymałam ostatni wpis i oficjalnie mam już wakacje.
Mój zestaw jest wczorajszy- wchodzi w niego kiecka od chińczyka i koszulka w podobnym kolorze z SH. Na zdjęciach wszystko się jednak zlało i wygląda na jeden kolor, ale nie ufajcie zdjęciom. Koszulka jest ciut intensywniejsza.
A więc:
Kiecka-chiński sklep ze wszystkim
Koszulka- SH
Torba-SH
Okulary- Rossman
Sandałki- Genetic
Biżu- moje
A na deser jeszcze zaprezentuję prezent, jaki wczoraj sprawił mi mój kochany Pan T.
Lakier wibo Express growth o nr 355 w kolorze ciemnego granatu ślicznie mieniącym się w słońcu.
Jest to mój drugi lakier z tej serii i jakoś nie zauważyłam by paznokcie po nich szybciej rosły.
O lakierze powiem krótko- jest dobrze kryjący- już jedna warstwa kryje płytkę bez prześwitów i właściwie by wystarczała gdyby nie fakt że pod słońce widać jaśniejsze końcówki.
Konsystencja dobra, leista, nie glutowata dzięki czemu dobrze się rozprowadza na płytce.
Pędzelek standardowy, nie mam żadnych zastrzeżeń.
Jak na razie zauważyłam jeden mankament lakieru- długo schnie. Nie wiem czy to wina bazy, przez co na paznokciach są 3 warstwy lakieru, ale niestety musiałam sporo czekać na wyschnięcie, nawet z Topem przyśpieszającym wysychanie.
Liczę też na to że lakier nie zabarwi mi płytki.
No ale nie jest tak źle- dzisiaj otrzymałam ostatni wpis i oficjalnie mam już wakacje.
Mój zestaw jest wczorajszy- wchodzi w niego kiecka od chińczyka i koszulka w podobnym kolorze z SH. Na zdjęciach wszystko się jednak zlało i wygląda na jeden kolor, ale nie ufajcie zdjęciom. Koszulka jest ciut intensywniejsza.
A więc:
Kiecka-chiński sklep ze wszystkim
Koszulka- SH
Torba-SH
Okulary- Rossman
Sandałki- Genetic
Biżu- moje
A na deser jeszcze zaprezentuję prezent, jaki wczoraj sprawił mi mój kochany Pan T.
Lakier wibo Express growth o nr 355 w kolorze ciemnego granatu ślicznie mieniącym się w słońcu.
Jest to mój drugi lakier z tej serii i jakoś nie zauważyłam by paznokcie po nich szybciej rosły.
O lakierze powiem krótko- jest dobrze kryjący- już jedna warstwa kryje płytkę bez prześwitów i właściwie by wystarczała gdyby nie fakt że pod słońce widać jaśniejsze końcówki.
Konsystencja dobra, leista, nie glutowata dzięki czemu dobrze się rozprowadza na płytce.
Pędzelek standardowy, nie mam żadnych zastrzeżeń.
Jak na razie zauważyłam jeden mankament lakieru- długo schnie. Nie wiem czy to wina bazy, przez co na paznokciach są 3 warstwy lakieru, ale niestety musiałam sporo czekać na wyschnięcie, nawet z Topem przyśpieszającym wysychanie.
Liczę też na to że lakier nie zabarwi mi płytki.
A więc baza + dwie warstwy lakieru+ top coat
Pisałam wcześniej o mojej nowości czyli o eyelinerze wibo w żelu.
Chciałam wam troszkę bliżej przedstawić ten produkt gdyż jestem nim w 100% oczarowana.
Lubię nieraz zrobić sobie czarną kreskę na powiece i z reguły pomocny był mi w tym eyeliner Lowely w płynie, który kupiłam myląc go ze starym i dobrym Wibo. Osobiście nie jestem zadowolona z tamtego produktu- w prawdzie kolor ma mocny, ale się rozmazuje i odbija na powiece.
Ten żelowy w prawdzie kupiłam wczoraj, ale już mogę powiedzieć że ani się nie rozmazuje (nawet ciężko go domyć z ręki) ani nie odbija na powiece. Jest bardzo wytrzymały, tarłam oko, a on nic.
Jedyny minus jaki na razie zauważyłam to słabe krycie- by kolor był mocny, czarny, a nie szary trzeba nałożyć produkt dwa razy.
No i na początku wkurzał mnie aplikator- strasznie krótki i nie poręczny, a potem odkryłam że wciska się końcówkę w nakrętkę. I już jest lepiej.
Co jeszcze mogę powiedzieć?
Że aplikator o dziwo bardzo mi pasuje- martwiłam się że nie poradzę sobie z takim pędzelkiem- nie miałam wcześniej do czynienia z taką formą rysowania kresek, ale o dziwo jest bardzo poręczne- jedynie nie da się tym narysować bardzo cienkiej kreski,a le jakoś mi to nie przeszkadza.
Ogólnie poleca, chociaż jest to wstępna ocena, na bardziej dokładną trzeba poczekać aż go trochę po testuję :)
Moje uzależnienie lakierowe przybrało na sile.
Przedwczoraj kupiłam 4 lakiery... wczoraj 2...
Od dzisiaj mówię kategorycznie nie lakierom.
Jedyny lakier jaki jeszcze kupię to będzie Top matujący.
A tymczasem prezentuję lawendowe pazurki, z lakierem Secret w roli głównej.
Dwie warstwy plus Top Coat.
Kilka słów o tym lakierze.
To mój 3 lakier z tej firmy i jak zawsze się nie zawiodłam. 1 warstwa jest słabo kryjąca, widać spore prześwity, ale 2 jest już porządku. Ma świetną konsystencję, nie jest ani zbyt leisty, ani glutowaty. Po prostu idealny. Z doświadczenia z dwoma poprzednimi lakierami tej firmy wiem ze trzymają się bez Topów spokojnie 3 dni, więc żywotność mają dobrą.
Mogę spokojnie polecić wam ten lakier.
Nie była bym sobą jak by pazurki były tylko pomalowane, więc dodałam białe kropki.
No i jeszcze dorzucam moje wczorajsze zakupy.
Dwa mini drops MIYO, które były kiedyś u mnie do wygrania, żelowy eyeliner wibo- już wam powiem że jest świetny, później wrzucę jakąś recenzję. I w tym małym słoiczku jest czarny bulion lub inaczej kawior. Tak do sprawdzenia jak to będzie wyglądało na paznokciach.
Ah i och!
W końcu mogę pokazać wam moją galerię z biżuterią, która znajduje się na stronie wylęgarni.
A więc zapraszam was do oglądania moich prac KLIK.
A dzisiaj... a dzisiaj byłam naturze i jak ostatnio wyszłam bez lakierów to dzisiaj nadrobiłam to kupując aż 4 w tym dwa gittery, jeden do stempelków i jeden zwykły w uroczym lawendowym kolorze.
Do girrerów zawsze miałam jakieś ALE, ale noo. Jak mogłam im nie ulec. Najpierw kusił mnie czerwono złoty z essnece, potem sam złoty... nie mogłam się zdecydować, a więc wzięłam oba w tym że czerwono złoty znalazłam w tańszej wersji z sensique.
Potem tak stałam i stałam i oglądałam... i stwierdziłam że taki srebrny do stempelków jest świetny i chociaż nie mam tego zestawu do ich robienia sam lakier może fajnie wyglądać :) i nie myliłam się.
A na koniec stwierdziłam że fajnie by było posiadać jakąś pomadkę, która nadawała by się na zwykłe wyjścia. No i dorwałam, lekko marchewkową od bell.
W końcu mogę pokazać wam moją galerię z biżuterią, która znajduje się na stronie wylęgarni.
A więc zapraszam was do oglądania moich prac KLIK.
A dzisiaj... a dzisiaj byłam naturze i jak ostatnio wyszłam bez lakierów to dzisiaj nadrobiłam to kupując aż 4 w tym dwa gittery, jeden do stempelków i jeden zwykły w uroczym lawendowym kolorze.
Do girrerów zawsze miałam jakieś ALE, ale noo. Jak mogłam im nie ulec. Najpierw kusił mnie czerwono złoty z essnece, potem sam złoty... nie mogłam się zdecydować, a więc wzięłam oba w tym że czerwono złoty znalazłam w tańszej wersji z sensique.
(klik by powiększyć)
(klik by powiększyć)
Potem tak stałam i stałam i oglądałam... i stwierdziłam że taki srebrny do stempelków jest świetny i chociaż nie mam tego zestawu do ich robienia sam lakier może fajnie wyglądać :) i nie myliłam się.
A na koniec stwierdziłam że fajnie by było posiadać jakąś pomadkę, która nadawała by się na zwykłe wyjścia. No i dorwałam, lekko marchewkową od bell.
A tak wygląda na ustach.
To na tyle.
Miłego, Panna Marchewka






